Kojarzycie "promise ring"? To taki etap w którym nie "chodzicie za rączę", ale też nie planujecie ślubu. Mój chłopak po prawie trzech latach nawet na ten etap nie chce wejść.
Mówi, że nie chce być ograniczony przez ramy czasowe, ale ja mam datę ważności, w przeciwieństwie do jego progu 70 roku życia ja mam czas do jakiegoś 30.
Czuję jakby nie chciał ze mną być.
Licząc że po ukończeniu 30 roku życia nie chcę rodzić to ostatnie dziecko muszę mieć w wieku 29 lat. Jeżeli rozważam dziecko to co najmniej dwójkę (życie bez rodzeństwa moim zdaniem ssie)- liczmy 10 miesiecy + 4 miesiące połogu. czyli 2 lata 4 miesiące. W wieku 27 lat muszę mieć męża i w tym wieku najpóźniej zajść w ciążę.
Znając moją historie i historię rodziny to mogę mieć problem z zajściem w ciążę. Więc powinnam mieć dwa lata w zapasie just in case i do 25 roku życia końcowo zdecydować się na rodzicielstwo - tak/nie.
A żeby się zdecydować to muszę mieć stabilną sytuację.
Co dla mnie znaczy stabilna sytuacja? Związek respektowany przez prawo + umowa o pracę + brak nadchodzących katastrof na horyzoncie.
Teraz posunę się dalej.
2 lata związku to optymalny czas na decyzję czy zostajemy razem czy adios. Około roku przerwy pomiędzy związkami
czyli 25-3= 22
Teraz. Teraz powinnam wiedzieć czy mój chłopak jest moim życiowym partnerem.
Zakładając, że w przyspieszonym tempie MOŻE uda mi się zajść w ciążę w rok (w co wątpię) to i tak został mi rok.
Rozważam opcję dzieci po 30 roku życia, ale obawiam się o zdolności regeneracyjne mojego organizmu. Duża wada wzroku, problemy ze stawami, problemy z układem rozrodczym są ogromnymi utrudnieniami, które moją mamę prawie zdyskwalifikowały z rodzicielstwa (34 lata + 2 lata starań) - ze mną nie jest lepiej. Byłam dużo bardziej chorowita i wychowałam się w dużo mocniej skażonym środowisku w stosunku do mojej mamy. Z logicznego punktu widzenia nawet nie powinnam zakładać, że po 32 roku życia zajdę w ciążę bez większych konsekwencji.
I nie zamierzam się poświęcać czy narażać tylko po to by mieć później za złe dziecku...
Komentarz mojego chłopaka do tego co powyżej: "no, dobrze" Tyle...
Ten rok miał być decydujący. Nie jest, ale na pewno to wszystko toczy się raczej w dół niż w górę...
Obiecuję sobie rok. Jeżeli mój partner chce mieć biologiczne dzieci to zrobi najlepszy lub najgorszy rok naszego życia. Teraz powiedziałabym nie, bo nie czuję się kochana. Zobaczę, czy jestem w stanie jeszcze lepiej się z nim komunikować, a czy on naprawdę tego chce.
Czy ja chcę? Po tylu raniących akcjach nie wiem