Jeden z najgorszych momentów to taki w którym płaczecz, ale nie masz komu się wypłakać.
Zwróciłam uwagę że para z czajnika leci na kwiatki i czy im nie zaszkodzi.
Moja rodzicielka powiedziała, że to MOJA WINA że one tam są.
Stwierdziła , że po mojej uwadze że skoro mamy koty to nie powinno się kłaść toksycznych roślin w ich zasięgu (jakiś rok temu), to ja oczekuję i zakazuje od niej tego by takowych do domu nie wnosić.
Oczywiście się broniłam, bo logiki w tym nie widzę, ona w tym domu rządzi i koniec końców może robić co chce.
Ja tylko zwróciłam uwagę bo się martwiłam o kwiatki, a ona zrobiła ze tego przytyk do mnie, a ja broniąc się rozpętałam całą awanturę.
Mam ochotę jej przełożyć.
Pocieszam się myślą, że wszystkie jej komunie są nieważne, bo nigdy nie przeprosiła mnie za bicie mnie w dzieciństwie.