Obiecałam, że będę próbować. Jednak staje się to cholernie trudne. Muszę jednocześnie dawać szansę do Mnie dotrzeć, a jednocześnie nie pozwolić sobie, na to, żeby mi zależało za bardzo. Za bardzo, bym w razie zranienia nie cierpiała jakoś bardzo.
Potrzebuję jednej osoby, która by Mnie chciała. I mam się postarać przez ten rok, żeby tak się stało. Nie wiem czy mi się udało. Ale mój plan nigdy nie był... zminiejszy?
Obiecał, że skończymy Baldura do 1 lipca. To jakieś 14 tygodni. Jeżeli wspólne robienie czegoś przez jakieś 3-4h, może 1 może dwa razy w tygodniu to za dużo, to na pewno nie dla osoby ktorą się bardzo lubi. To jakieś 1,5-3,5% czasu całego tygodnia.
Im mniej tych wspólnych aktywności, tym bardziej irytują mnie seksualne podteksty. Jakbym nie była czymś więcej niż kawałkiem mięsa. Nie żeby mnie to dziwiło, ale...
Chciałabym mieć choć jedną osobę, która by mnie chciała.
No, ale koniec z mazaniem się. Ostatni rok, to muszę się postarać, nie?
Najwyżej w lipcu zacznę planować trasę na samobójstwo. Spędzę czas na wędrówki w miejsca, gdzie chciałabym zaznać ostatniej udręki.