środa, 6 maja 2026

HalfLife

 To jest niesamowicie dziwne uczucie, jakbym prowadziła jednocześnie dwa życia. Z jednej strony - rozwijam pomysły, znajomości, a przynajmniej się staram, z drugiej strony- planuję co muszę do końca roku ogarnąć, za nim umrę.
Jak aktor tworzący postać jednego filmu, udaję, że będzie sequel.

Zostawiam okruchy rozpaczy - zauważ, że mi źle. Ale nikt ich nie dostrzeże, bo to niedorzeczne i niewygodne.

I nic nie pomoże, bo żadna rozmowa, gadanina, tłumaczenie rzeczywistości nie przyzwyczają Cię do samotności. Takiej w której nie masz z kim wyjść, podzielić się dniem, ani zadzwonić kiedy masz atak paniki. Można się oszukiwać, że przecież chcę tyle zwiedzić, zjeść czy przeżyć. Ale jeżeli zrobiłabym listę "za" i "przeciw", porównując ilość pozytywnych rzeczy które mogę sama przeżyć to jakieś 20% do 80%. Kto zdrowy na umyśle wytrzymałby 80% nieszczęścia na 20% radości? Nawet sen muszę częściowo odliczyć, bo nie mam ciepła drugiej osoby, które koiłoby moje koszmary, wspomagam się kotami i termoforem. To nie jest życie.

Boję się śmierci, bałam się każdej nieodwracalnej decyzji. Ale teraz... Mam nadzieję, że po śmierci nic nie ma. Naprawdę, wolę 0% niż kolejne lata życia na minusie. 

Są momenty w których chcę mniej, ale to nie znika przez 99% czasu. Raz na tą sekundę zniknęło, był ktoś...ale do uczuć też nie zmuszę, a poniekąd dostałam kosza.

Mogłabym postawić poprzeczkę na podłodze i dać się wykorzystać po całości, ale trwanie w zaprzeczeniu siebie lub w pewnej formie zawieszenia...to nie jest życie, a ja nie czuję się na tyle zdesperowana do utrzymania życia fizycznego by pakować się tam gdzie nikomu na mnie nie zależy.

HalfLife

 To jest niesamowicie dziwne uczucie, jakbym prowadziła jednocześnie dwa życia. Z jednej strony - rozwijam pomysły, znajomości, a przynajmni...