chyba wrócę do mojego shitpostingu tutaj.
Zaczęła się zima i wraz z szaleństwem mojego domu, brakiem przyjaciół i zawodem w związku popadłam w załamanie. Głównie z tego powodu, że mój chłopak pomimo danego mi słowa i ustalonych warunków - nie spełnił ich to nie było wiele, a jest moją potrzebą bez czego związek nie istnieje. Wczoraj dojrzałam do momentu w którym napisałam, że chcę zerwać.
Więc w sumie sama to sobie zrobiłam. Kocham go i czułam się jakbym sobie rozrywała wnętrze. Przez dwie godziny się hyperwentylowałam, dostałam biegunki i zwymiotowałam... trochę żałosne. Szczególnie, że żeby to się skończyło wróciłam do dawnej techniki - pocięłam się. W moment moje myśli (głównie te samobójcze) się ściszyły i zasnęłam na 15 godzin.
Teraz jestem złamana. Siedzę wieczorem sama ze sobą, z głębokim sarkazmem, zranieniem, bo wiem że dopóki się gdzieś nie wepcham to nikt nie będzie nawet próbował spędzić ze mną wieczoru
Naprawdę muszę być nudna i żałosna...
Dzień drugi w którym nie zamieniłam z nikim słowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz